Ketoza pół żartem

Szanowni Państwo, moje drogie i moi drodzy!

Jeśli przeczytaliście pierwszy tekst na tym blogu i jeszcze nie pomyśleliście o mnie ani razu „Ten człowiek jest jakiś inny, lepiej trzymać się od niego z daleka”, to po tym krótkim wypracowaniu na pewno już zaczniecie tak myśleć. Bo o czym tu pisać w drugim poście jak nie o tym, co przez ostatnie lata najmocniej wpłynęło na moje życie? Zapraszam Was na krótką podróż po diecie ketogenicznej, przez wymagających językoznawców i strażników poprawnego pisania zwanej też (albo raczej tylko) ketogenną.

Ciała ketonowe – lata temu ktoś znalazł je w moczu każdego z pacjentów chorych na cukrzycę i stwierdził jednoznacznie, że ciała ketonowe to rychła śmierć. Z dzisiejszym stanem wiedzy prawdopodobnie mógłby powiedzieć inaczej, bo jak wiemy ketony nie takie straszne, jak je lekarze malują, but still! Prawdopodobnie 99% z nas potwierdziłoby to samo: ciała ketonowe w moczu = niebezpieczeństwo. Znamy też ze starożytności przypadki nazywania pacjentów chorych na cukrzycę jako „chorych na chorobę słodkiego moczu”. Niestety i tutaj macie rację i wyobraźnia podpowiada Wam absolutnie poprawny scenariusz nazwania tej choroby. Tak, pewnego dnia ktoś musiał spróbować sików i stwierdził, że w moczu pacjenta prawdopodobnie znajduje się cukier i przez to choruje. Ale czy to znaczy, że któryś z lekarzy był w błędzie? Czy ten, który za pomocą nowoczesnej aparatury, w ciemnościach swojego gabinetu zauważył ciała ketonowe w moczu mylił się co do swoich badań? A może zupełnie niepotrzebne okazało się to, że nasz starożytny śmiałek, sięgając po kielich z ciemnożółtą, płynną substancją, zapewne bijąc się w myślach i powtarzając ciągle „Dam radę, to tylko siki a mogę przecież wpłynąć na całą naukę!”, zupełnie niepotrzebnie stwierdził, że to od cukru? Co w końcu było szkodliwe w przypadku diabetyków: cukier czy ketony?

Dzisiejsze badania potwierdzają niezliczone korzyści płynące z tak zwanego „stanu ketozy odżywczej”, którą wywołujemy pośrednio specyficznym doborem żywności i aktywujemy tym samym proces ketogenezy. Inne potwierdzają dobroczynny wpływ ketonów egzogennych na zdrowie nie tylko pacjentów o zdiagnozowanych jednostkach chorobowych, ale także zwykłe polepszenie życia codziennego ludzi jak ja, czy setek innych zwolenników ograniczania węglowodanów – dla chcącego poczytać więcej na temat ketonów znajdzie się na ten moment solidna porcja dobrych książek napisanych przez uczonych i lekarzy. W czasach, gdy ja, błądząc po kilku na krzyż dostępnych forach o zdrowiu przypadkiem natknąłem się na obiecujący temat związany z dietą keto i jej wpływie na trądzik młodzieńczy, który katował mnie swoją upierdliwością aż do 24 roku życia – miałem prawo być sceptycznie nastawiony do wywodów użytkowników o wdzięcznie brzmiących nazwach świniosmalec33 oraz łysynaketo15 (nazwy zmyśliłem, ale były podobne). Dziś wiedza ta jest dostępna  dla otwartych umysłów pragnących rozwijać swoje horyzonty. Stoi i czeka na półkach sklepowych, a nawet można kliknąć w kup teraz i mieć ją w domu na drugi dzień. Stąd tekst ten raczej nie będzie skupiał się na walce z węglowodanową machiną dietetyczną rzucającą na lewo i prawo badaniami, że „Ketoza tak, ale tylko przez 10 dni”, „W keto mięśni nie zbudujesz”, lub innymi mitami wyssanymi z palca jak „W keto sprawność seksualna jest fatalna”. 

Po co w takim razie ten tekst? Chciałbym jedynie zwrócić Twoją uwagę na fakt, że w świecie nauki ciągle zachodzą zmiany – i dobrze! Bo jeśliby nie wspaniali śmiałkowie z samego początku tego skrótu myślowego (obiecuję, już nic o sikach nie będzie) nigdy nie rozpoczęłyby się niezliczone badania wpływu ketonów i samej ketozy jako takiej na ludzki organizm. Nikt nigdy nie odkryłby, że zupełnie naturalnym stanem metabolicznym dla człowieka jest sytuacja, gdy ketony w postaci kwasu betahydroksymasłowego przepływają przez nasz układ krwionośny i nie towarzyszy im cukier w nadmiernych ilościach. Nikt nie przeprowadziłby doświadczeń związanych ze sportowcami zawodowymi wprowadzonymi w stan ketozy, którzy w sposób całkiem naturalny regenerują glikogen niemal tak samo szybko i w takich samych ilościach, jak sportowcy na dietach wysokowęglowodanowych. A jak wiemy, dysponują jeszcze zupełnie innym, kosmicznie wydajnym, ketonowym paliwem. Nauka jeszcze nie raz wyda błędny wyrok by po jakimś czasie stwierdzić, że miała za mało danych. I tak jak kiedyś „cukier krzepił”, tak dziś niekoniecznie.

Powiesz pewnie teraz „dobra Kocur, weź w końcu krótko powiedz o tym Twoim jedzeniu bo już nie mam czasu tego czytać”. No dobrze, to krótko. Dieta ketogenna, jak sama nazwa łacińska wskazuje – genna, czyli wywołująca jakiś stan. A że właśnie dzięki diecie chcemy osiągnąć stan ketozy (tak, ketoza to nie zamiennik nazwy diety), dlatego właśnie ketogenna. Stan ketozy odżywczej, czyli tej najfajniejszej, prozdrowotnej osiągamy natomiast poprzez  kilka czynników determinujących, ale przede wszystkim jeden najważniejszy: ograniczenie w codziennym jadłospisie węglowodanów. Tak, Twojego dotychczasowego źródła energii. Ale spokojnie, to nie tak, jak myślisz. Dostaniesz nowe, dużo zdrowsze i wydajniejsze paliwo, które nie pozwoli Ci usiedzieć na miejscu, rozjaśni Twój umysł, drastycznie ograniczy czas spędzany w kuchni i pozwoli odpocząć od pewnych wkurzających dolegliwości jelitowych. Wyczerpałem limit znaków więc wiecie co to oznacza? Nowy post o podstawach diety ketogenicznej. Do następnego!

7 thoughts on “Ketoza pół żartem”

  1. Tak ten człowiek jest jakiś inny i to chyba znaczy, że jest wyjątkowy i warto z nim zostać

    1. Badania, jest całkiem sporo publikacji na ten temat. I właściwie wszystkie potwierdzają to, o czym pisze Kocur. Przeciwne opinie z reguły sprowadzają się do „no, ale jak to tak bez ziemniaczków”.

      1. BADANIA, które jak zwykle czytelnik musi znaleźć sam, dodatkowo zweryfikować czy były one publikowane w jakimś fachowym piśmie czy w ukrytych terapiach – dodatkowo musi mieć ogromną wiedze by przeanalizować daną prace. Ewentualnie, jak autor powyższego artykułu, może przeczytać nagłówki i abstracty, po czym z nich wybrać to co chwali i głaska ketoze, a jakiś tam wpływ np. na chemie mózgu czy konsekwencje wystrzelonego w kosmos mleczenu – kto by się tym interesował, na co to komu xD
        Przeciwne opinie często sprowadzają się do podstaw fizjologii czy odwołują do prac naukowych, które wcale nie popierają słów Kocurka, no ale do tego żeby wiedzieć jak ostrożni we wnioskach są autorzy znacznej większości badań – trzeba by je czytać.

  2. „którzy w sposób całkiem naturalny regenerują glikogen niemal tak samo szybko i w takich samych ilościach, jak sportowcy na dietach wysokowęglowodanowych”
    Moge prosić link do tego/tych badań?
    Bardzo ciekawi mnie ta „taka sama ilość” glikogenu u kogoś w ketozie, jak u kogoś nie w ketozie. Po prostu nie rozumiem jakim cudem ktoś nabity glikogenem, miałby być w ketozie (przeczy to całkowicie mechanizmom ketogenezy, która jest wywoływana nasileniem glukoneogenezy – która będzie zbędna przy full baku glikogenu).

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *